Porozmawiajmy o snach

edytowano listopad 2017 w Offtopic
Hej, założyłem ten temat z dwóch powodów:

1. Zawsze mnie ciekawi co śni się innym (głównie chodzi mi o te najbardziej pokręcone sny - nie jakieś straszne, chore, typu "wymordowałeś całą rodzinę i spijałeś ich krew" tylko pełne absurdu).
2. Jestem też strasznie ciekaw czy znajdzie się ktoś, kto ma jeszcze bardziej pokręcone i bardziej absurdalne sny ode mnie. Jak na razie stwierdzam, że nie udało mi się do takich osób dotrzeć :smile:

Więc ja tutaj podam swój sen (chociaż jest to prawdopodobnie mieszanka kilku snów z jednej nocy, ale jeśli tak to je zapamiętałem jako jedno), i jeśli chcecie to też się podzielcie swoimi, jestem ciekaw.

Ja (prawie) wszechmogący

Początek tej historii sięga czasów PRL-u. Byłem świadkiem pewnej sytuacji - dwóch milicjantów znęcało się nad kimś (prawdopodobnie moim bratem). Wtedy sobie pomyślałem: "No tak to być nie może!", po czym zadzwoniłem na policję. Milicjanci oczywiście zostają aresztowani, ale jak to było za komuny, korupcja, oszustwa, itd., więc musiałem się zabezpieczyć. Powiedziałem Macierewiczowi, aby nie oddawał tych więźniów Stalinowi, a jakby się o nich upomniał, to niech mi o tym powie, a ja pójdę i go zabiję (tak, chciałem zabić Stalina - tak po prostu).

Następnie akcja przeniosła się na teren starego miasta w Lublinie. Tam spotkałem kolegę z klasy, który był poszukiwany i dodatkowo nie miał nic do jedzenia, więc postanowiłem podarować mu jednego ze swoich pokemonów - Gengara (jako, że nie posiadał jedzenia, stwierdziłem iż pokemon-duch będzie akurat). Potem okazało się, że milicja ściga jakiegoś gościa (prawdopodobnie tego, którego uratowałem na początku) za pomocą helikopterów - latali po mieście i pukali w okna wieżowców (przypominam, na starówce) i wypytywali się o niego. Wtedy ja mu znowu pomagam. Chowamy się w jakimś domu, gasimy wszystkie światła i kładziemy się na podłodzę aby nikt nas nie zauważył. Jednak nie mogłem spędzić z nim niewiadomo ile czasu, więc i jemu dałem do pomocy swoje pokemony - także Gengara oraz Alakazama.

Potem akcja znowu skacze (albo nowy sen). Znajduję gdzieś miniaturową bombę atomową i stwierdzam, że jest zbyt niebezpieczna i muszę się jej pozbyć. Więc biorę rozpęd i lecę w kosmos niczym superman. Wymyśliłem sobie, że użyję Ziemi jako procy grawitacyjnej. Więc tak latam sobie w kosmosie, gdy nagle mijam jakąś niewielką planetę, która posiadała twarz i ręce, przy czym stwierdziła, że mamy takie same (ręce). Ja natomiast ją ignoruję i lecę dalej, robię kółko, ale coś się popsuło, bo zamiast polecieć dalej wyrżnąłem w Ziemię. Chciałem znów się wzbić, ale chyba straciłem siły, ponieważ nie byłem w stanie tego zrobić.

Stwierdziłem, że muszę biec do Stanów Zjednoczonych. Biegnę, biegnę i biegnę, aż spotykam tego gościa, któremu podarowałem Gengara (tego bez jedzenia). On zapytał się, gdzie ja tak biegnę i czy może się przyłączyć. Ja na to, że pewnie i że biegnę do Vancouver, ale nagle mnie oświeciło, że nie wiem czy tam w ogóle w kosmos latają w tym mieście, więc sprawdziłem to na GoogleMaps.

W końcu dotarliśmy na statek kosmiczny (którego kształt przypominał grubego tableta albo piersiówkę). Była tam z nami jeszcze jakaś kobieta. Na statku znalazłem jakieś dziwne owoce i chciałem go zjeść, ale reszta mi odradzała więc dałem sobie spokój. Nagle z tego krzaka (owoce były na jakimś krzaku) zaczęły wylatywać jakieś czarne pszczoły wielkości szerszenia na sterydach, więc je zabiłem. Następnie chciałem schować bombę do ekwipunku (który wyglądał jak w jakiejś grze RPG), ale miałem zbyt mały udźwig. Bomba po tej akcji się rozpadła, ale nie wybuchła. Rozwaliło nam za to dach, a tamta dwójka umarła. Ja stwierdziłem, że trudno i wyleciałem znowu jak superman z wraku statku.

Na swojej drodzę spotykam statek obcych (nawet pamiętam dość dokładnie jak wyglądał - mogę nawet naszkicować xD). Sam statek, jak się okazało, był też konsolą do gier. Więc pomyślałem: "Czemu nie?" i ją odpalam. Jak ta gra wyglądała dokładnie nie pamiętam - pewnikiem jest tylko to, że grafika była baaaardzo stara. Dalej mam kilka wersji owej gry:
1.Steruję pedofilem, który goni jakieś dziecko.
2.Steruję pedofilem, który ucieka przed jakimś dzieckiem.
3.Steruję dzieckiem, który ucieka przed jakimś pedofilem.
4.Steruje dzieckiem, który goni jakiegoś pedofila.
Koniec końców stwierdzam, że gra jest straszna więć ją wyłączam i lecę dalej.

Po jakimś czasie doleciałem do jakiejś koloni kosmitów czy czegoś - byli tam także cała moja rodzina i wszyscy znajomi
(także ci co umarli). Moja refleksja była następująca: "Każdy po śmierci trafia do kosmitów". Później zacząłem jeść i sen się skończył.


Jeśli ktokolweik to doczytał do końca... to niech uświadomi mnie jak bardzo pokręcony jestem xD

Komentarz

  • Raczej wyjątkowy, że potrafisz zapamiętać w szczegółach cały sen. Większość ludzi, w tym ja, niestety natychmiast je zapomina. Słyszałam, że pierwszym ćwiczeniem, aby osiągnąć coś na kształt świadomego snu, jest zapisywanie od razu po przebudzeniu co nam się śniło. Ale one tak szybko ulatują :C

    W twoim śnie podobał mi się wątek z Macierewiczem i Stalinem x) później się trochę wyłączyłam.

    Mnie się ostatnio śniło, że mój były zaczął rysować (a nigdy tego nie robił) i od razu był lepszy ode mnie więc się lekko wk*** i dlatego zapamiętałam ten sen.

    Kiedyś obudził mnie rano mój alarm w telefonie i tylko w nerwach stwierdziłam że po co do siebie dzwonie, nie będę odbierać i poszłam spać dalej.

    Jak coś zapamiętam to się podzielę bo też mam powalone sny (pewnie jak każdy) ale akurat nic nie pamietam :3
  • Szczerze, to tylko od czasu do czasu uda mi się zapamiętać to co mi się śniło. Ale szczerze, to mam wrażenie, że tylko ja mam aż tak walnięte sny - najbardziej pokręcony sen kogoś z mojego otoczenia np. mamy to jak jej się przyśniło, że wisi ojcu 50 zł... Porównaj sobie xD
  • Kiedyś, kiedy jeszcze dosyć się tym interesowałam, sama potrafiłam zapamiętać bardzo dużo szczegółów ze snów. Wiele rzeczy zapisywałam i prowadziłam jakieś senniki, po czasie zwyczajnie mi się znudziło.
    Ogólnie duża część moich snów to były sny fabularne- w większości przypadków śniły mi się konkretne historie z wstępem rozwinięciem i czasami zakończeniem.
    Ciekawe jest to, że kilka razy zdarzało mi się, że sny się urywały i kontynuowały po... na przykład 3 latach :P Dotyczyło to raczej snów, które w jakiś sposób zapadły mi w pamięć i wiedziałam, że kiedyś coś takiego na prawdę mi się przyśniło. Inną ciekawa rzeczą jest to, że wszystkie te sny były o zabarwieniu fantasy, kiedy ja naprawdę przez długi czas fantasy nie lubiłam i unikałam jak ognia. Dzięki temu w głowie mam inną od reszty wizję świata fantasy i nawet udało mi się znane innym fantasy odrobinę polubić. Ba, jedną historię rozplanowałam nawet w formie opowiadania i jak mi się nudzi zawsze coś dopiszę. Zrobiło się z tego spore uniwersum z barwnymi postaciami- niektóre wymyśliłam świadomie, a inne poznawałam właśnie w snach, a później tylko rozwijałam.
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.