"Will of Art" - czyli praca wspólna Shiki & Mai.Mashiro

Witam wszystkich zgromadzonych, którzy chętnie coś przeczytają :p Mamy zaszczyt zaprezentować wam historię (można ją nazwać scenariuszem pod mangę lub light novelką :p ) pod tytułem "Will od Art".

Gatunki: szkolne życie, komedia, lekkie sci-fi

Krótko - Mamy rok 2029, a świat trochę się zmienił przez postęp techniki. Stworzono pewien rodzaj sprzętu nazywanego "Narzędziami", który w znacznym stopniu ułatwia pracę twórczą artystów i posiada różne cechy w zależności od danego Narzędzia. Niestety mankamentem urządzenia, który bardzo nie podoba się społeczeństwu jest to, iż mogą z nich korzystać jedynie ludzie z "artystyczną duszą", co na język naukowy przekłada się na dużą aktywność prawej półkuli mózgu. Główna bohaterka, Rin Okayama, jest dosyć ekscentryczna, szczególnie w formie sztuki, którą propaguje. To właśnie jej losy będziecie mogli prześledzić w tej historii i mamy nadzieję, że was zaciekawią :)

Komentarze mile widziane :D
Pomysł - Mai.Mashiro; wykoanie - Shiki

Komentarz

  • edytowano listopad 2017
    Prolog
    Świat się zmienił przez ostatnie lata, choć ludzie niekoniecznie. Postęp i postęp. Wszyscy go chcą, a jak już go dostali to nagle im nie pasuje. Wiem coś o tym. No bo w sumie... jestem jednym wielkim występkiem społeczeństwa.
    Tak sobie dumałam i ciągnęłam kolejne linie na muralu. No niezbyt mi się udał, ale byłam zbyt roztargniona tym, że już od jutra zaczynam naukę w nowej szkole i może tam w końcu nie będę słyszeć co pięć minut: "Co ty wyprawiasz?! To wandalizm!". Phi. Dobre sobie. Wandalizm? To sztuka!
    -Ej, co ty tam robisz?! - huknął ktoś z uliczki na dole.
    Wstałam i popatrzyłam zza balustrady, kto się tak wydziera. Ku mojemu nieszczęściu był to pan Strażnik. Od paru lat funkcje pilnowania porządku przejęli tak zwani Strażnicy, którzy muszą zajmować się działaniom przeciw łamaniu prawa. Już nie raz mnie złapali. Jego ciężko było nie zauważyć w wyróżniającym się, porządnym, białym mundurze, ale za to ja mogłam szybko wtopić się w tłum. Rzuciłam jeszcze raz okiem na moje dzieło. Jego rozmiar mnie absolutnie nie zadowalał - dwa metry na dwa? Jakaś kpina. I do tego te kolory. No naprawdę nie mogłam się skupić. Szybko podniosłam rękę, przejechałam nią w powietrzu, a wszystkie narożniki muralu, w kształcie kostek, przyleciały wprost do mnie, czego rezultatem było zniknięcie całego malunku.
    -Wymaże się później, teraz muszę spadać - stwierdziłam, patrząc za siebie, widząc jak pan Strażnik zmierza w moją stronę.
    Spokojnie przeszłam za róg uliczki, potem za kolejny, włożyłam prawą rękę do kieszeni i zaczęłam przeciskać się wśród ludzi.
    Przystanęłam dopiero na obrzeżach dzielnicy, na jakiejś ławce przed budynkiem firmy architektonicznej. Swoją drogą przez ostatnie lata zgarniali takie pieniądze, że są ustawieni chyba na parenaście lat. Poprzedni wygląd miasta pamiętam tylko ze zdjęć. Teraz wszystko się zmieniło. Głównym budulcem stało się szkło i gładko wypolerowany metal, całkowicie odrzucono jako takie drewno i kamień. Poziom miasta znacznie podniesiono, przez co wspina się pareset metrów nad ziemią. Wszystko łączą szklane chodniki, z takimi samymi barierkami, a wielu miejscach tworzą ogromne ulice. Zabroniono jazdy samochodami, dozwolone są jedynie jednoślady i inne pojazdy rekreacyjne. Niektórych stać na, jeszcze rzadkie, samochody powietrzne.
    Rozwój technologii jest zadziwiający, mamy rok 2029, a tak wiele się zmieniło. A szczególnie artyści... Wolno uniosłam prawą dłoń, obróciłam parę razy. Miałam na niej ubraną rękawiczkę z elastycznego tworzywa, wręcz naszpikowaną elektroniką, z niewielkimi metalowymi wstawkami. Nie miała palców, ale na opuszkach palców były przyczepione niewielkie elektrody. W gruncie rzeczy jest to Narzędzie, przyrząd stworzony w ostatnich latach, ułatwiający życie artyście. Od dziecka bazgrałam gdzie się dało, więc i teraz jest to moja wielka pasja. Narzędzia zostały stworzone, o ile dobrze pamiętam, osiem lat temu. Zaczynają je produkować na masową skale, choć społeczeństwo niezbyt je akceptuje. Dlaczego? Ponieważ z Narzędzi mogą korzystać tylko ludzie uzdolnieni artystycznie, jest w nich wbudowany system, który uruchamia się jedynie przy dużej aktywności prawej półkuli mózgu. To co ich tak kłuje w oczy, to fakt, że nie udało się wynaleźć systemu, który by działał w drugą stronę, dlatego tylko pewien odsetek dostąpią zaszczytu ich używania. Sięgają one różnych dziedzin, ale moja rękawiczka jest stworzona do malowania. Dzięki specjalnym elektronicznym paletom, które mogę kupić w sklepie, w formie czterech zaczepów, rozwijających się na konkretny rozmiar, mogę na nich malować co mi się żywnie podoba, a problemem jest ich usunięcie, jeśli je przylepie do ściany czy ziemi. W podręcznym, interaktywnym menu, wyświetlającym się jako hologram, mam cały wachlarz przyrządów - od ołówków, przez farby, po spreje. Uważam sztukę za coś co musi ludzi poruszyć, zaintrygować ich, a do tego najlepszym środkiem jest tworzenie spektakularnych, wielkich dzieł o awangardowych tematach. I to właśnie robię - nie do końca legalnie, ale mam to gdzieś. Liczy się dla mnie efekt, to jest najważniejsze dla artysty.
    Powoli ściągnęłam rękawiczkę i wrzuciłam do małej torebki przy boku, jednocześnie szukając portfela. Dobrą chwilę to zajęło zanim przekopałam się przez zwykłe spreje i kosmetyki, ale w końcu dorwałam się do niego, aż mnie rozczulił któryś raz z kolei wizerunek kotka na nim. Ze środka wyciągnęłam prostokątną kartę z moim zdjęciem - brązowe włosy spięte w kucyk, dokładnie zaczesane do tyłu, rozbrykane żółte oczy i ten szelmowski uśmiech, który wskazuje, że już miałam jakiś ambitny plan. Popatrzyłam na napisy: imię i nazwisko - Rin Okayama; data urodzenia - 20 lutego 2012; rok nauki - jedna pieczątka z logiem akademii, białą czapką absolwencką w czarnym okręgu. Coś co mi dalej uświadamia, że już jestem uczennicą szkoły artystycznej dla uzdolnionych i w końcu będę wolna w swojej pasji.
  • Pomysł wydaje mi się całkiem fajny, co do samego tekstu nie mam zastrzeżeń - może poza tym że ja zrobił bym tak że ucieka przed tymi strażnikami a nie się powoli oddala.

    Mój tok myślenia to "Jak by to wyglądało, gdyby były to pierwsze strony mojej mangi" - po prostu zrobił bym dynamiczne kadry z ucieczką a strażników przedstawił w taki sposób że stanowią zagrożenie dla bohaterki i ledwo przed nimi uciekła.

    Coś w stylu agentów z matrixa, a samej technologii zakazanej - stąd konsekwencje dla tych którzy jej używają ;)

    Np. społeczeństwo pozbawione wyobraźni i jednostki które się temu sprzeciwiły (ale to tylko moja interpretacja tego typu historii)
  • No jest to tylko prolog, więc jest to krótkie przedstawienie, więc jest sporo niedomówień. Tutaj mogłem Cię faktycznie wprowadzić w błąd o co dokładnie chodzi ze Strażnikami i Narzędziami, bo nie jest to zakazana technologia, a główna bohaterka, jak się wyjaśni jest taką street artystką przez co miałaby te konflikty z prawem :p No w każdym bądź razie dziękuje za miłe słowa, co do braku zastrzeżeń w kwestii tekstu :) Jak tylko poprawię pierwszy rozdział to go wrzucę, a gdzieś wraz z drugim i trzecim wszystkie niedomówienia powinny się jakoś powyjaśniać :p
  • Hej! Strasznie podoba mi się idea tej historii. Zazwyczaj czytam romansy, więc jest to dla mnie dosyć świeże ^^" Póki co ocenie będzie podlegać tylko prolog, więc mogę się przyczepić jedynie strony technicznej, bo do samej historii ciężko się jeszcze odnieść.
    Mam wrażenie, że sam początek tego prologu znacznie odbiega jakościowo od reszty. Wydaje się być... toporny? Myślę mi się, że tym początkiem za bardzo chciałeś oddać charakter postaci i świata, przez to wyszedł zbyt "luzacki i kul". Zdania są nieciekawie wyważone- konstrukcja poszła gdzieś na bok.
    Kontrast między wstępem a rozwinięciem prologu jest bardzo duży, kiedy najpierw widzimy zdanie w stylu "to nagle im nie pasuje", a później rozwinięte i naprawdę porządne opisy. Zastanów się nad tymi pierwszymi zdaniami, bo kluczowe jest to pierwsze wrażenie i zetknięcie z tekstem.
    Dokładniej chodzi mi o ten moment:
    Świat się zmienił przez ostatnie lata, choć ludzie niekoniecznie. Postęp i postęp. Wszyscy go chcą, a jak już go dostali to nagle im nie pasuje. Wiem coś o tym. No bo w sumie... jestem jednym wielkim występkiem społeczeństwa.
    Tak sobie dumałam i ciągnęłam kolejne linie na muralu. No niezbyt mi się udał, ale byłam zbyt roztargniona tym, że już od jutra zaczynam naukę w nowej szkole i może tam w końcu nie będę słyszeć co pięć minut: "Co ty wyprawiasz?! To wandalizm!". Phi. Dobre sobie. Wandalizm? To sztuka!
    -Ej, co ty tam robisz?! - huknął ktoś z uliczki na dole.
    Wstałam i popatrzyłam zza balustrady, kto się tak wydziera. Ku mojemu nieszczęściu był to pan Strażnik.

    Osobiście zmieniłabym "postęp i postęp" na coś w stylu "ciągły postęp"? To kwestia sporna, ale druga wersja wygląda lepiej. Później pojawia się to nieszczęsne "Wszyscy go chcą, a jak już go dostali to nagle im nie pasuje", które tak bardzo odbiega poziomem od reszty teksu, że złapałam się za głowę xD Również wszystkie wstawki typu "No...", "Tak sobie..." wyglądają źle w tekście tego typu i naprawdę warto ich unikać. Zdaję sobie sprawę, że są to myśli bohaterki, jednak w tekście pisanym nadają charakteru pamiętnika dziewczyny z podstawówki.

    Chcę też zwrócić uwagę na przecinki, bo czasem są dobrze rozmieszczone, a zdarza się, że jest ich za dużo albo ich brakuje :'D Ale to raczej kwestia dokładnego przeczytania tych mega nudnych regułek i wdrożenie ich w życie. Zauważyłam też, że masz tendencję (przynajmniej w prologu) do tworzenia krótkich zdań, które tak naprawdę możesz zamienić w jedno- bardziej złożone. Czasami krótkie zdania nadają dynamizmu, ale co za dużo to niezdrowo, więc najlepiej trzymać się jakiegoś luźnego schematu typu: "krótkie-krótkie-długie-krótkie-długie-krótkie-krótkie-krótkie". Wiadomo, wszystko zależy od sytuacji, którą opisujemy, ale takie coś dobrze sprawdza się w tych neutralnych.

    Ogólnie jestem mile zaskoczona szczególnie pomysłem, ale i twoim stylem, który jest bardzo przyjemny ^^ Wiadomo, błędy się zdarzają, ale nie można też być zbyt krytycznym i wszystkiego skreślać o/
  • Dziękuję za wyczerpującą ocenę :) Jeżeli chodzi o sam pomysł to, jak jest wspomniane, podziękowania lecą do Mai, a ja mogę jedynie bardziej rozwijać ten świat :p Piszę już od 5-6 lat, a w dodatku rzadko kiedy szukałem regułek pisowni, ale raczej uczyłem się na swoich błędach (moich pierwszych tekstów nie dało się czytać :D ) ale teraz już jestem na poziomie, gdzie napisałem dwa sonety - a przynajmniej są one na takim poziomie, że można je, wydaje mi się, nimi nazwać :p
    W kwestii samego początku to był on pisany już dawno, jeszcze jak to Mai miała napisać ten tekst, a ja jej wymyśliłem taki wstęp. Zazwyczaj pisząc z perspektywy pierwszej osoby staram się "przeżywać" przygodę bohatera i pisać tak jak ja bym myślał w takiej sytuacji - choć mam poważniejsze teksty z pierwszej osoby, gdzie trzymam się "cięższego" tonu ich wypowiedzi. Ale mam też jedną light novele gdzie postanowiłem, że każdy rozdział będzie pisany z perspektywy innego bohatera, a jest ich ośmiu i nie jest to proste zadanie :p
    "Luzacki i kul" mówisz? No nie da się temu zaprzeczyć, ale też nie do końca jest opisana protagonistka tutaj, a z kolejnymi rozdziałami wyjdzie bardziej jej ta właśnie "luzacka" strona, ale nie zamierzam odejmować jej w pewnych momentach powagi. No i też historia nie ma w gatunkach "okruchów życia" a zamiast tego "komedię", więc może to być w dużej mierze spowodowane tym.
    Wiem, że mam tendencje do wstawiania dopowiedzeń, ale teraz widzę, że takich krótkich zdanek też. Mi się wydaje, że niczemu one nie wadzą, ale to kwestia chyba co kto lubi.
    Lubię eksperymentować stylem, więc może on być zależny od tekstu czy nawet rozdziału - choć to drugie rzadziej - więc nie trzymam się tutaj jakiejś powagi czy luzu, a raczej mieszam je w różnych proporcjach :p Zobaczymy, może coś zmienię jeżeli się uda - wyjdzie w praniu :D
    Liczę na to, że wypowiesz się też na temat pierwszego rozdziału, który może nawet dzisiaj wrzucę, i zobaczymy czy coś się polepszyło :)
  • edytowano listopad 2017
    Rozdział 1
    No i się zaczęło!
    -Teraz głos zajmie przewodniczący szkoły - zapowiedział dyrektor. - Zapraszam.
    Stałam w ogromnej hali, oszklonej z każdej strony. Podłogę klasycznie wyłożyli drewnianymi panelami, a nas poustawiali w parunastu rzędach. Na katedrze zasiedli nauczyciele, a dyrektor oddawał miejsce na ambonie dla postawnego, krótko ostrzyżonego ucznia.
    -Dziękuje - zwrócił się do starszego mężczyzny. - Chciałbym jeszcze raz was wszystkich powitać w nowym roku szkolnym. Nasza akademia jest miejscem, gdzie z pewnością rozwiniecie się w swoich dziedzinach artystycznych i nie tylko. Ja nazywam się Handa Toshiaki i jest mi niezwykle miło, że będziemy mogli się poznać. Jeżeli będziecie mieli jakiekolwiek problemy to nasi nauczyciele i rada uczniowska zawsze wam pomogą. Wszystkie potrzebne wam informacje zostaną wam podane jutro w czasie lekcji. Tymczasem oddaje głos panu dyrektorowi.
    No ciekawie się zaczyna. Oby było tak jak wszyscy mi wmawiają.
    Niewiele widziałam przed sobą. Cudem stawiałam kolejne kroki na schodach, ponieważ cały widok przysłaniało mi pudło z moimi rzeczami, które niosłam. Starałam się trafić do mojego pokoju w akademiku szkolnym. Znajdował się on parę przecznic od szkoły, a w raz z nowym rokiem, mogłam w końcu wyporwadzić się z hotelu i przyjść tutaj. Odebrałam dokumenty na recepcji, a dopiero chwilę później uświadomiłam sobie, że muszę dostać się na ósme piętro. Genialnie!
    Całą podłogę i schody pokrywały pomarańczowe, gładkie dywany, a ściany zrobiono z klasycznego gładkiego metalu. Co jakiś czas mijałam duże okna, charakterystyczne dla nowej architektury. Mnie w nich interesowało najbardziej to, że były świetną powierzchnią do malowania.
    Skakałam wzrokiem po numerkach przy pokojach. Gdy ich liczba sięgnęła czteruset wiedziałam, że jestem niedaleko. Ilość wszystkich pomieszczeń mieszkalnych wynosiła pięćset, a każdy pokój był dwuosobowy. Z papierów dowiedziałam się, że moją współlokatorką ma być dziewczyna nazywająca się Kaneko. Zobaczymy czy przypadniemy sobie do gustu - oby tak.
    W końcu doszukałam się pokoju numer czterysta osiem. To tutaj byłam zameldowana. Starając się nie wywrócić kartonu poszukałam w kieszeni kluczy i weszłam do środka. Nie mogę powiedzieć, aby wnętrze robiło jakiś szał. Wyglądało tak samo jak korytarz, a równo po dwóch stronach pokoju były jednoosobowe łóżka, ścienne szafy, biurka, szafki nocne, natomiast na środku stał stolik kawowy, a tylną ścianę stanowiło wielkie okno z przesuwanymi roletami. W krótkim korytarzu, poprzedzającym tamtą część pomieszczenia, stały wpół otwarte drzwi i szybko zorientowałam się, że to łazienka - no to już był pewien rodzaj luksusu. Ze względu, iż byłam pierwsza zajęłam sobie prawą stronę, a rzeczy położyłam pod drzwiami garderoby. Rozglądnęłam się jeszcze i przeciągnęłam:
    -Na razie nie jest źle!
    Wtedy ktoś zapukał do pokoju. To chyba nie mogła być Kaneko, bo miałaby klucz. W takim wypadku podejrzewałam kim byli moi goście. Zadowolona podbiegłam do wejścia i wpuściłam ich do środka.
    Jak bezbłędnie zgadłam to była dwójka moich przyjaciół. Pierwsza przestąpiła próg Mio, o wiele wyższa ode mnie o krótkich blond włosach, które związała w kok. Zawsze się uśmiechała i patrzyła na nas tym ciepłym wzrokiem. Znamy się od dzieciństwa i jesteśmy prawie jak siostry, rozumiemy się czasami bez słów - co będę dużo mówić o niej. Drugi natomiast był Eiji. Ten to z kolei wariat jest. Szatyn ogolił sobie lewą część głowy, górę zapuścił i zaczesał do tyłu, zostawiając parę niedbałych kosmyków na grzywce, a na prawej stronie wystrzygł kilka wzorków. Ten powalający wzrok - no mógłby mieć każdą dzięki niemu. Nieodłącznie towarzyszyła mu skórzana kurtka i potargane spodnie, od kiedy go pierwszy raz spotkałam cztery lata temu.
    -Dobrze trafiliśmy, co? - zaśmiał się chłopak.
    -Witam w moich skromnych progach - odparłam z szerokim uśmiechem.
    -No ładnie... tak jak wszędzie - powiedziała moja przyjaciółka chichocząc. - Jeszcze się nie urządziłaś?
    -Gdzie tam - machnęłam ręką. - Znalazłam pokój dosłownie minutę temu. Ale to zajmie chwilę. Muszę tylko wypakować ciuchy, gdzieś pokitrać spreje i poukładać kosmetyki. Mam nadzieję, że współlokatorka nie będzie mi ich podbierać - westchnęłam.
    -To chyba tylko ja mam taki nawyk - powiedziała promiennie Mio.
    -Jak się nazywa ta twoja nowa koleżanka? - spytał Eiji i usiadł swobodnie na moim łóżku.
    -Kaneko... - wyciągnęłam z torebki plik kartek. - Gdzie to było? A, jest. Dokładnie to Kaneko... Yuu?
    W tym samym momencie drzwi pokoju się otworzyły. Popatrzyliśmy w ich stronę, gdzie stał chłopak mojej postury i wzrostu. Miał dłuższe blond włosy z ułożoną grzywką. Na ramieniu zwisała mu torba sportowa, a na drugim plecak. Generalnie niczym się nie wyróżniał. Coś mi tu bardzo nie pasowało. Bardzo, ale to bardzo. I to bardzo, bardzo.
    -Oho, widzę, że ten pokój od samego rana tętni życiem. - Podszedł do Eiji'ego i wyciągnął rękę. - Czyli ty jesteś Okayama-kun? Miło cię poznać i jak widzę, już sprowadziłeś do nas swoje koleżanki.
    -Siema - podał mu dłon - ale muszę cię wyprowadzić z błędu.
    -Jak to? - spytał zdziwiony, przekrzywiając lekko głowę.
    -Nazywam się Raiki Eiji, a Okayama to... ona - wskazał na mnie kciukiem, mając jednocześnie mocno zdenerwowaną i zmieszaną minę.
    -Co? Nie, chwila. - Rzucił torbę i zaczął grzebać w plecaku, aż znalazł też plik kartek i zaczął czytać. - Yuu Kaneko przydzielony do pokoju czterysta osiem. Współlokator: Okayama... Rin.
    Spojrzał na mnie tak samo jak ja na niego - z istnym niedowierzaniem, a gdyby ktoś mógłby nas namalować z pewnością byłoby w tych dwóch portretach tyle ekspresji, co na dzieło prawie surrealistyczne.
  • edytowano listopad 2017
    Część druga pierwszego rozdziału:
    Dosyć szybko dotarliśmy do sekretariatu - i nie mogę powiedzieć, żebyśmy byli spokojni. Siedzieliśmy w gabinecie dyrektora akademiku, Mio i Eiji zostali za drzwiami. Młody mężczyzna w garniturze, z czarnymi włosami zaczesanymi do tyłu przesuwał palcem po monitorze i mruczał co chwila, a my tylko przebieraliśmy nogami pod blatem.
    -Tak. Mhm, chyba rozumiem - w końcu oddalił się od ekranu i zwrócił do nas. - Z tego, co widzę mamy jeszcze jedną uczennicę nazwiskiem Kaneko, stąd zapewne wyszła ta pomyłka.
    -To zamieńcie go z nią i po problemie! - krzyknęłam.
    -Ej, to było niemiłe - warknął. - Ale coś musimy zrobić.
    -Przykro mi, ale tamta dziewczyna jest już przydzielona do pokoju z inną współlokatorką, więc przeniesienie tam ciebie, mój kolego, będzie niemożliwe. Co gorsza, w tym roku zapisało się tyle uczniów, że wszystkie pokoje mamy zajęte i obawiam się, że nic nie możemy zrobić z tym błędem. Poruszę ten problem z dyrektorem szkoły, ale nie wiem czy coś uda nam się zrobić. Na razie mogę was jedynie przeprosić za takie niedopatrzenie z naszej strony i prosić, abyście mieszkali razem przez jakiś czas, przynajmniej do rozwiązania problemu.
    -Pan chyba żartuje! - znowu wybuchnęłam. - Przecież to jest absurdalne. Ja rozumiem, że to jest koedukacyjny akademik, ale osoby w pokojach miały być tej samej płci.
    -Jak już tłumaczyłem, w tej chwili nie jesteśmy wstanie nic z tym zrobić i mogę was jedynie bardzo przeprosić. Inaczej mówiąc nie macie większego wyboru, przepraszam za takie wyrażenie - oznajmił. - Jeżeli będziecie mieli jeszcze jakieś problemy śmiało możecie do mnie przyjść.
    -Aha - mruknęłam. - Do widzenia.
    W drodze do pokoju wyjaśniłam przyjaciołom w czym leży problem. Kiedy do pokoju wszedł także Yuu, usiadł zrezygnowany na łóżku.
    -Dyrektor ma rację, na razie musicie sobie radzić - stwierdziła Mio.
    -Nie można powiedzieć, żeby to nie było ciekawe - zaśmiał się Eiji.
    -Gdybym była z tobą w pokoju to w porządku - nie wiem czemu mój kolega spuścił lekko wzrok - ale z nim to inna historia!
    -Ej, masz coś do mnie? - spytał hardo. - Też bym wolał być z jakąś ładną dziewczyną w pokoju, niż z kimś takim kto rzuca się do mnie bez powodu jak zwierze!
    -Ty...!
    -Uspokójcie się, proszę. - Mio stanęła między nami. - Nie zaczynajcie znajomości od kłótni. Skoro macie razem mieszkać powinniście być dla siebie mili. Po za tym nie należy oceniać książki po okładce, jako artyści powinniście to doskonale rozumieć.
    Oboje westchnęliśmy zrezygnowani.
    -Mogę Ci mówić Yuu? - spytał Eiji.
    -Pewnie, czemu nie - odpowiedział spokojnie i łagodnie, a dla mnie to był oschły.
    -W takim razie, Yuu, jaką dziedziną artystyczną się zajmujesz?
    -Rysowanie, malowanie, na co akurat mam ochotę w tym obrębie - wzruszył ramionami.
    -No to tak jak nasza kochana Rin - wskazał na mnie z uśmiechem.
    -No to może coś nas jednak połączy - zaśmiał się pod nosem.
    -Właśnie, dobrze, że przypominasz! - Wyciągnęłam z torebki moją rękawiczkę i ubrałam, po czym rzuciłem na okno cztery krawężniki palety. - Miałam wymazać te nieudane wypociny.
    Na płaszczyźnie pokazał się mój mural. Składał się z paru geometrycznych brył i kresek, jednocześnie mimo, że wydawały się płaskie to nabierały trójwymiaru przez lekki cienie, więc wszystko zależało od kąta patrzenia.
    -A to co znowu? - spytała Mio. - "Struktura relacji międzyludzkich"?
    -Raczej coś w stylu "Nie mam weny"! - wybuchnęłam śmiechem, ale momentalnie przestałam.
    -Co to ma być?! - krzyknął Yuu.
    -Nie wydzieraj się - zmarszczyłam brwi. - Mural, a nie widać?
    -Czymś tak wielkim i bez wyrazu chcesz przemówić do ludzi?!
    -Odczep się! Tak wygląda moja sztuka. Jedyną słuszną drogą malowania jest jej wyolbrzymienie i nadanie nietuzinkowego wyrazu.
    -Chyba kpisz! Jedyna forma sztuki to minimalizm! Ograniczenie formy, głęboka treść, nieduży format! - rozwiał nadzieje spokoju.
    -Mio - mój przyjaciel nachylił się do niej i konspiracyjnie zakrył usta ręką - oni się tu zabiją przecież.
    -Proponuje się ewakuować.
    -Tak spokojnie?! - zdziwienie na jego twarzy sięgnęło zenit. - Musimy chociaż na razie ich uspokoić. Jak się zagryzą gdy będą sami, to przynajmniej nie będzie to nasza wina.
    -Okej, ale i tak będą musieli sobie z tym sami poradzić - podrapała się po głowie, nie do końca wiedząc jak się za nas zabrać.
    W końcu udało im się uspokoić naszą dwójkę. W kwestii sztuki na pewno się nie dogadamy, a to będzie problem, jednak jak już wcześniej mówiła musimy jakoś sobie radzić i porozumieć. Ale kto nie lubi wyzwań! Łoho! To będzie ciężki kawałek chleba.
  • edytowano listopad 2017
    Rozdział 2
    Zaczynałam mieć dość, a jeszcze nawet nie kończył się pierwszy dzień wspólnego mieszkania. Po tym jak Mio nas opanowała zajęliśmy się wypakowywaniem. Niespecjalnie chcieliśmy się do siebie odzywać. W ciszy ułożyłam moje ubrania na półkach i powiesiłam sukienki oraz kurtki na wieszakach. Gdzieś do kąta wcisnęłam spreje w kartonie, który już opróżniłam - może dobrze, że mój współlokator ich nie widział, bo by jeszcze zawału dostał. Biurko zagospodarowałam książkami, paroma przyborami do rysunku oraz górą kosmetyków. Resztę rzeczy prywatnych poupychałam w szafce nocnej i na półce nad łóżkiem.
    Zauważyłam, że Yuu także skończył, bo właśnie składał swoją torbę. Na biurku położył jakiś notes w szarej oprawie z metalopodobnego materiału, z uchwytem na pióro. Jak przypuszczałam to było jego Narzędzie, ale funkcji jakie skrywało nie mogłam być pewna. Z pewnością nie były tak spektakularne jak w mojej rękawiczce skoro tak lubi minimalizm. Postanowiłam zagadać, żeby rozluźnić trochę atmosferę:
    -To jak, już jesteś spokojny? - spytałam delikatnie.
    -Mnie o to pytasz? - zdziwił się z wyrzutem. - Ty się wydzierałaś jakie to nie było genialne, te pare kresek.
    -Przepraszam, ale to ty krzyknąłeś na mnie jak ledwo, co je rozłożyłam. Kto tutaj jest winny?
    -Może po prostu oboje - westchnął. - Co nie zmienia faktu, że tamten mural był tragiczny.
    -Tu muszę się niestety zgodzić - stwierdziłam i podeszłam do okna. - Skoro możemy w końcu normalnie pogadać to ustalmy sobie pare zasad.
    -No to słucham? - usiadł przy biurku i położył ręce na oparciu obrotowego krzesła.
    -Masz mnie nie podglądać, nie grzebać w moich rzeczach, nie napastować, nie przystawiać się, nie patrzeć jak zboczeniec! - wymieniałam szybko, zanim o czymś bym zapomniała.
    -Nawet nigdy nie miałem tego w planach - stwierdził z kamienną twarzą.
    -Jesteś gejem? - spytałam równie poważnie, przez co zapadła naprawdę niezręczna cisza.
    -Nie. Gdyby jeszcze było warto to może bym się pokusił na takie akcje, ale mamy mieć tu względny spokój.
    -Dziwny jesteś - powiedziałam z dalej niezmiennym, bezuczuciowym tonem.
    -No dobra. Ja też mam kilka rzeczy do powiedzenia. Przede wszystkim ma tu być porządek, nie chce tu widzieć bałaganu.
    Cholera. To się nie uda. Nigdy nie byłam dobra w sprzątaniu, ale za to w rozrzucaniu rzeczy najlepsza. Na razie będę grać na zwłokę, może nie zauważy... kogo ja próbuje oszukać?
    -I chcę, żebyś ograniczyła swoje malowanie w pokoju do minimum kiedy tu jestem, bo... no cóż, ta twoja sztuka mnie trochę drażni - cmoknął, jakby było mu przykro, że musi to powiedzieć.
    -Phi! Też coś. Po prostu nie znasz się na tym, ale niech będzie. I jeszcze przede wszystkim, masz nie ruszać moich kosmetyków! - wskazałam na niego palcem.
    -A po co mi one? - uniósł brew. - Dobra, nie wnikam - zasłonił się rękami. - Na razie wychodzę, widzimy się wieczorem.
    Stałam w łazience wiążąc włosy. Nie była ona duża, choć jak na akademik i tak dosyć ładna - wyłożona kremowymi kafelkami, schludny prysznic i toaleta, kilka szafek i duże lustro. Przeglądałam się dokładnie w nim, zachwycając swoim wdziękiem, musiałam być oszałamiająca na pierwszy dzień w szkole!
    -Ile tam jeszcze będziesz siedzieć?! - Yuu zaczął dobijać się do drzwi.
    -Jeszcze chwila, huh - wzięłam głęboki oddech, żeby nie wybuchnąć. - Będzie dobrze, jakoś wytrzymam.
    W końcu wpuściłam go i poszłam się pomalować przy biurku, na całe szczęście wzięłam swoje niezastąpione lusterko z domu. Kiedyś proponowano mi, żebym próbował swoich sił w wizażu, ale niezbyt mnie do tego ciągnęło, choć moje makijaże chwalili wszyscy. Dla mnie to było za mało, może by to wystarczyło dla mojego kolegi z pokoju, skoro jest takim minimalistą.
    Przez to, że oboje należeliśmy do sekcji malarzy, pod szerokim pojęciem tego słowa, nie jesteśmy wstanie uniknąć spotykania się tylko w pokoju. Najgorsze jest to, że na lekcjach nie spotkam ani Mio ani Eiji'ego, no ale od czego jest nawiązywanie nowych znajomości. Szczególnie z ludźmi o podobnych zainteresowaniach, wymownie patrzyłam na drzwi od toalety, gdzie aktualnie przebywał Yuu.
    Głośno westchnęłam i położyłam się na biurku. Rzuciłam okiem na widok za oknem, na cały ogrom miasta i myślałam ile czeka mnie do odkrycia jeszcze. Tyle rzeczy do stworzenia. Tyle do pokazania ludziom... że nie jestem jakimś odrzutkiem.

  • Akademia cały czas trzymała styl miasta i akademiku, to znaczy szerokie korytarze, duże okna na całych ścianach, podłoga z gładkich paneli a w klasach ustawione długie blaty w półokręgu, służące za ławki.
    Miałam na sobie mundurek szkolny, składający się z białej koszuli ze wstążką pod szyją oraz czarnej spódniczki, no i do tego założyłam klasycznie białe rajstopy. Było ciepło, więc najmniejszego sensu nie miało ubieranie marynarki ze szkolnym logiem. Niezbyt pasował do mnie taki strój, ale nie mogłam nic na to poradzić.
    Zanim zdołałam odnaleźć klasę zdążył już zadzwonić dzwonek, co oznaczało, że musiałam się pospieszyć. Nie mogąc jednak liczyć na własny instynkt zapytałam jakiegoś trzecioklasistę o drogę, na całe szczęście był taki miły, żeby mnie tam nawet zaprowadzić. Zdumiewające, że są tacy mili ludzie... nie to co on. Yuu już siedział w klasie i rozmawiał z jakimiś dwoma kolegami. Nie szliśmy razem i tutaj miałam zamiar trzymać się z daleka, więc wybrałam drugą stronę klasy, gdzie było akurat jedno wolne miejsce w drugim rzędzie. Obok siedziała jakaś dziewczyna w okularach, a obok niej śpiący chłopak. Na razie nie było mi co oceniać, nie znam nikogo, więc dopiero potem będę mogła się coś o nich dowiedzieć.
    Co ciekawe była już chwila po dzwonku, a nauczyciela dalej nie było. Wszyscy grzecznie czekali, ale to trochę niepoważne. Dopiero po sekundzie uświadomiłam sobie, jakie było głupie to co powiedziałam, bo właśnie w tym samym momencie do klasy wpadł facet w średnik wieku, z kompletnie rozczochranymi czarnymi włosami, poplamioną koszulą kawą i stosem kartek, które leciały równo na ziemie, gdy potknął się na progu. Nie wiem czemu, ale nawet nie miałam siły się poderwać, żeby mu pomóc po takim spektakularnym wejściu - i jak widać na reszcie zrobił podobne wrażenie. Powoli wstał, otrzepał się, pozbierał papiery i stanął przed nami, mówiąc bardzo szybko i niezbyt zoruzmiale:
    -Bardzo was przepraszam za spóźnienie, ale miałem małe zamieszanie w pokoju nauczycielskim, stąd mój wygląd. Zatrzyjmy szybko pierwsze złe wrażenie i przejdźmy do czegoś przyjemniejszego!
    Stąpając koślawo z nogi na nogę stanął za biurkiem i odłożył swoje rzeczy. Popatrzył spokojnie po klasie, jednocześnie przyczesując górę fryzury.
    -W porządku. Nazywam się Mori Takashi i jestem waszym wychowawcą. Uczę tu dopiero od dwóch lat, więc proszę o wyrozumiałość w wielu kwestiach. Jeśli będziemy sobie nawzajem pomagać, to damy sobie radę - zaśmiał się.
    -Serio? - mruknęłam.
    -Przejdźmy do najważniejszych rzeczy. Nasza szkoła jest nastawiona na tok nauczania z dużym naciskiem na wasze umiejętności artystyczne z uwzględnieniem pracy Narzędziami. Będziemy tak ustalać zajęcia, aby każdy mógł stworzyć coś, co mu odpowiada. Będę was prosił o zrobienie listy z danymi swojego Narzędzia, a dzięki oficjalnej liście od głównego producenta ustalę jakimi umiejętnościami dysponujecie. - Podszedł do pierwszej ławki i podał kartkę, którą mieliśmy po kolei wypełniać. - Co jeszcze? A tak, w naszej szkole mamy zwyczaj, że każdy pierwszoklasista musi znaleźć sobie mentora na ten rok, którym może być tylko osoba z trzeciej klasy z tej samej sekcji. Nie denerwujcie się, macie na to dwa tygodnie. Jednocześnie mentor będzie miał za zadanie wam pomagać w odnalezieniu się w szkole i doskonaleniu umiejętności indywidualnych.
    -A jeśli trzecioklasista się nie zgodzi? - spytał ktoś z tyłu.
    -No cóż, wtedy musicie poprosić kogoś innego. Nie każdy chce się na to zgodzić, ale na pewno znajdzie się jakaś życzliwa dusza skłonna do pomocy. - Znowu się zaśmiał jakby robił to na siłę. - Jeśli chodzi o przedmioty, to staramy się po równo rozkładać zajęcia z teorii sztuki i nauk ogólnych oraz praktyczne lekcje. Dokładny plan lekcji jeszcze dzisiaj zostanie wywieszony przy wejściu do szkoły, a teraz zajmiemy się poznaniem szkoły i waszym przedstawieniu trzecioklasistom.
    Akurat gdy skończył mówić dziewczyna z tyłu szła do niego z wypełnioną listą. Zapisanie w niej informacji zajmowało chwilę, ponieważ wystarczył typ Narzędzia i jego model - u mnie była to Rękawica Rysunkowa wersja Alfa 3. Był to jeden z pierwszych modeli jakie wypuścili, ale do dzisiaj uważam go za najbardziej udane spośród tej kategorii. Po za tym ciężko rostać się z czymś co pozwalało ci rozwijać swoją pasję od najmłodszych lat.
    Pan Takashi oprowadzał nas po całym budynku, wskazał toalety, przebieralnie, sale gimnastyczną, radiowęzeł, pracownie artystyczne, kilka mniejszych auli, gdzie niejednokrotnie odbywały się już jakieś zajęcia. W końcu dotarliśmy też i do klasy trzeciej sekcji artystycznej. Siedzieli w sali przypominającej małą galerię sztuki - w wielu miejscach podzielonej ściankami działowymi zapełnionymi wszelakimi pracami, od klasycznych obrazów po twórczość nowoczesną na paletach jakich sama używałam. Pod ścianami klasycznie stały sztalugi, szafy z przyborami, a na samym środku mała katedra, jak się można domyślić, dla modela, którego trzeba by ewentualnie namalować. Uczniowie nawet nie oderwali się od swojej twórczości, gdy weszliśmy. Nasz wychowawca zaklaskał w dłonie, odchrząknął i niepewnie powiedział:
    -Witajcie moi drodzy, przyprowadziłem pierwszoklasistów, aby mogli przypatrzeć się wam w trakcie pracy. Bądźcie tacy mili i odpowiadajcie na wszystkie pytania - zarechotał niedbale, jakby ze strachu.
    -Dobrze, profesorze - odpowiedzili, prawie równo.
    -W takim razie macie wolną rękę - zwrócił się do nas. - Starsze klasy zawsze w pierwszy dzień prezentują jak bardzo rozwinęły swoje umiejętności. Dobrze wykorzystajcie ten czas. Ja w międzyczasie idę porozmawiać z ich nauczycielką.
  • (ciąg dalszy)
    Nie wiedziałam od czego zacząć. Obejrzeć wywieszone prace, poznać starszych kolegów czy cokolwiek innego. Zauważyłam, że reszta rozeszła się w różnych kierunkach i możliwe było, że też nie wiedzą, co robić. Co ciekawe nie zauważyłam nigdzie Yuu... ale kogo on obchodzi przecież?!
    Zbliżyłam się do środka sali, szukając jakiegoś zajęcia i zwróciłam uwagę na piękny mural namalowany na palecie o dosyć dużych wymiarach koło czterech na pięć metrów. Przedstawiał kolejne poziomy miasta w jasnych kolorach i czarne postacie na szklanych mostach, ze wszystkimi szczegółami - niezadowolonym wyrazem twarzy, sztywnych pozach, ubranych w porządne mundury. To była oczywista aluzja do Strażników i ich nieskazitelnie białych strojów. Jeszcze ten brak innych ludzi. To naprawdę pokazywało, że ktoś za nimi nie przepadał tak jak ja. Z tego całego zamyślenia wyrwał mnie czyiś głos:
    -Jaki ładny obraz - oznajmiła ta sama dziewczyna, która siedziała zaraz obok mnie w sali, w dużych, okrągłych okularach, za którymi chowały się piękne niebieskie oczy z długimi rzęsami. Jej brązowe włosy były tak idealnie ułożone, w kaskadę loków z długą grzywką, dziko opadając w każdą stronę, że nie mogłam się nadziwić czy sama je ułożyła. - Też cię zainteresował? - uśmiechnęła się szeroko.
    -T-tak - wydukałam. - Mam wrażenie jakbym sama go namalowała... ale to nie mój poziom, jest o wiele za wysoki.
    -Faktycznie jest bardzo precyzy... aaaaa!
    Koleżanka próbowała obejść mnie i popatrzeć od drugiej strony, ale potknęła się... o niezawiązaną sznurówkę. Obłęd. Jak można nie zawiązać sobie butów? Leżała twarzą przy ziemi, a z jej torby wysypały się małe kosteczki, które były rogami palety. Szybko przykucnęłam i pomogłam jej wstać.
    -Nic ci nie jest? - spytałam zaniepokojona.
    -N-nie - zaśmiała się słabo. - Jestem niezdarą. Często mi się to przytrafia.
    -Nie żartuj sobie - westchnęłam. Sięgnęłam po wysypaną paletę i podałam jej. - Wypadły, gdy upadałaś.
    -Dziękuję - włożyła je do kieszeni w spódniczce. - Mam ich jeszcze sporo, więc nic się nie dzieje.
    -Też malujesz na paletach? - zaintrygowana ciągnęłam rozmowę.
    -Tak, tak. Nie rozstaje się z nimi. Zaczynałam od klasycznego malunku, ale tak ułatwiają życie, że muszę mieć jakieś przy sobie. Tak w ogóle jestem Tsumiki Rumiko - podała mi dłoń.
    -Okayama Rin - odwzajemniłam uścisk. - Jakimi rodzajami rysunku się głównie zajmujesz?
    -Niczym konkretnym się nie ograniczam. Jedyna moja zasada, to aby było mnóstwo żywych kolorów. Wiesz, używam pędzla, więc mnie to do czegoś zobowiązuje.
    -Słyszałam o tym. - Pogrzebałam w pamięci za informacjami o tym Narzędziu. - Jeżeli dobrze pamiętam, to nie jest zbyt precyzyjny, ale przykłada dużą wagę do łagodnych linii i może służyć też za ułatwiające przybory, takie jak linijka czy kątomierz.
    -Dokładnie - przytaknęła. - Z tego co widziałam na liście ty używasz rękawiczki. Kiedyś próbowałam jej, ale nie potrafiłam się przyzwyczaić do rysowania palcami - mruknęła zdołowana.
    -Nie jest to proste, ale da się nauczyć...
    W tym samym momencie drzwi pracowni otworzyły się z hukiem. W ich progu leżał, tak, leżał do góry nogami, głową przyczepiony do skrzydła drzwi chłopak o krótkich czarnych włosach przylizanych do tyłu i wygolonymi bokami. Patrzył nerwowo po sali błękitnymi, zaspanymi oczami. W ustach trzymał niedojedzonego tosta, a z otworzonej torby na jego ramieniu wdzięcznie wysypały się wszelakie przybory i książki. O ciuchach lepiej byłoby nie mówić, ponieważ koszula była do połowy rozpięta, krawat ledwo zawiązany, spodnie kompletnie pomięte.
    -Psze-psze-psze-pszeplasam za spóznienieee! - krzyknął, nie chcąc pozbywać się ostatek jedzenia.
    -Izumi, jest coś takiego ja budzik - powiedział któryś z jego przyjaciół.
    -Izumi! - huknął damski głos z końca sali.
    Wszyscy spojrzeli w tamtym kierunku. Od stołu, gdzie siedział nasz wychowawca, wstała młoda nauczycielka w czarnej sukience, o blond włosach spiętych w kok, powalającym spojrzeniu i pomalowanych na czerwono ustach. Zdecydowanie należała do kanonów piękna. Szybko stąpała, na szpilkach, ku spóźnialskiemu, a ten nie wyglądał na zbyt zadowolonego z tego faktu. Powoli próbował się podnieść i chyba nie wiedział czy wejść czy uciekać.
    -Izumi! Czemu musimy to powtarzać każdego roku?! - krzyknęła, stojąc tuż nad nim.
    -Myśli, że jak wystawia prace w galeriach to mu na wszystko wolno! - ktoś rzucił złośliwym komentarzem.
    -Goru, zostajesz po lekcjach i sprzątasz salę za to! - huknęła na tego ucznia i to z bardzo dorbym skutkiem. - W takim razie czym się teraz usprawiedliwisz, Izumi?
    -No bo, ten, no, kiedy, nie, no... - łapał szybko wdechy nie wiedząc jak zacząć. Co ciekawe dalej się nie podniósł z tej aburdalnej pozycji. - No bo byłem jeszcze wczoraj u siebie w domu, przesunęli mi pociąg, musiałem wracać w nocy, rano byłem tak padnięty, że zapomniałem zupełnie o lekcjach i padłem na łóżku. Ale szybko się obudziłem i już jestem! Proszę o łagodną karę! - zaczął się kajać.
    -Dobra - westchnęła - wstawaj przede wszystkim. Tym razem ci odpuszczę, ale jeżeli jeszcze raz się spóźnisz - schyliła się i chwyciła go za podbródek, mając wymalowany spokój na twarzy - to cię zabije - dodała tak chłodnym tonem, że chyba wszystkich przeszły dreszcze.
    -Dziękuję bardzo - momentalnie się poderwał. Nauczycielka odeszła, a on niezwłocznie połknął swoje niedokończone śniadanie, zebrał rzeczy z ziemi i poprawił koszulę. Stanął i westchnął ciężko: - Żyję.
    -Co za koleś - stwierdziłam jeżdżąc palcem po ustach. - Czy ja dobrze słyszałam, że wystawia prace w galeriach?
    -No tak mówił jego kolega. - Rumiko popatrzyła na mnie niepewnie. - Co ci chodzi po głowie? Wiesz, nie chce nic mówić, ale twoje oczy tak trochę... dziwnie latają.
    Mogło tak być. Kiedy jestem podekscytowana skaczę wzrokiem z rzeczy na rzecz, najczęściej szukając miejsca do malowania i czy nie ma tam moich ulubionych znajomych, panów Strażników.
    -Mamy sobie znaleźć mentora - zaplotłam ręce na potylicy, udając jakby mnie to nic nie obchodziło - a moja sztuka potrzebuje jakiegoś kopa czasami.
    -Rób jak uważasz, ale rozsądnie wybieraj mentora, to decyzja na cały rok.
    -Wiem, wiem. Okej, idziemy dalej? Popatrzymy jak pracują? - uśmiechnęłam się szeroko.
    -Pewnie - odparła unosząc kąciki ust.
  • Rozdział 3
    Nuta za nutą skromna melodyjka brzdąkana na gitarze unosiła się w powietrze. Eiji siedział na swoim łóżku w pokoju, oparty o ścianę i trzymał niedbale instrument, pstrykając w kolejne struny.
    -Szybka jesteś - westchnął. - Mamy dwa tygodnie. Nie lepiej poznać innych trzecioklasistów? Z resztą co wiesz o tym gościu?
    -Tyle, że musi być uzdolniony skoro jego prace wiszą w galeriach - wzruszyłam ramionami, siedząc na krześle, w dosyć mało eleganckiej pozie z rozszerzonymi nogami, ale miałam przebrane szorty dodam na obronę, i kładąc się na oparciu. - Poza tym coś w nim jest - zamyśliłam się patrząc w sufit - coś specyficznego. Może tak się czujesz przy geniuszu?
    -Hola, hola - zdjął rękę z gryfu i wskazał nią w moją stronę. - Nie zapędzaj się. Jak zobaczę co potrafi to wtedy będziemy mogli rozmawiać czy jest geniuszem.
    -Czemu ty jesteś zawsze tak pesymistycznie nastawiony? - burknęłam.
    -Pesymistycznie? - zmrużył brwi. - Po prostu widzę jakie są fakty. A przedstawiają się następująco - nie wiesz o kim mówisz.
    -No dobra - zgodziłam się w końcu skinieniem głowy. - Już się opanowuje, ale i tak go zapytam o zostanie mentorem.
    -To twoja decyzja - patrząc na struny tworzył kolejne dźwięki. - Po prostu jej nie zmarnuj.
    -Ty się tak zawsze o mnie martwisz! - uśmiechnęłam się szeroko i zaśmiewając rzuciłam się na łóżko wprost na Eiji'ego, przytulając moim policzkiem do jego.
    -Oj, dziewczyno - powiedział cały czerwony, starając się być dalej męskim.
    Dokładnie w tym samym momencie do pokoju wszedł jakiś chłopak, rzucając torbę na ziemię i patrząc na nas powiedział:
    -Ładne rzeczy się tu dzieją na wejściu - stwierdził niewzruszony.
    -Zazdrosny, co? - mój przyjaciel zaśmiał się w głos.
    -No pewnie - mruknął i padł na łóżko. Poprawił czerwoną czapkę na głowię, spod której wystawały blond włosy. - Rin, a co tam u Yuu?
    -Nie wypowiadaj przy mnie tego imienia - warknęłam, puszczając Eiji'ego.
    -Spokojnie - odruchowo zasłonił się dłońmi. - Nie miałem czasu do niego wpaść jeszcze, a muszę przyznać, że ładną akcję zrobili z tym waszym pokojem.
    Ten chłopak to Itsumi, przyjaciel Yuu z gimnazjum. Jest współlokatorem Eiji'ego, ale należy do sekcji wizażystów. Słyszałam, że jest naprawdę zdolny w kwestii fryzjerstwa i makijażu, więc może kiedyś go poproszę o jakąś stylizację, żeby Yuu padł z wrażenia za te wszystkie uwagi na mój temat - choć przecież nie potrzebuje tego! W każdym bądź razie poznałam go w pierwszym dniu szkoły, gdy szłam do pokoju, a on wpadł na mnie i wylał mi na nową bluzkę cały kubek kawy. No dramat! Ale na szczęście udało mu się to doprać i jak się okazało, nie mogę się na niego wściekać, bo teraz to i przyjaciel Eiji'ego.
    -Wprost piękną, a co gorsza nie da się tego odkręcić jak na razie - złapałam się za twarz i przejechałam po niej, głośno wzdychając. - No nic, to wracam do siebie.
    -Pójdę z tobą - stwierdził Eiji. - Miałem ci jeszcze zagrać tę nową piosenkę.

  • Widok w moim pokoju budził we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony chciałam krzyczeć, z drugiej płakać, a z trzeciej zabić tę dziewczynę, która grzebała mi po biurku, wyrzucając wszystkie kosmetyki na wierzch. Dziwnie mi kogoś przypominała. Długie blond włosy, niczym nie wyróżniająca się twarz, wyższa ode mnie. W końcu się zebrałam i huknęłam:
    -Co tu się wyprawia?!
    -Huh? - dziewczyna popatrzyła tylko na mnie i z uśmiechem na ustach podbiegła. - Przepraszam, że tak się tu bez pozwolenia panoszę. Ty musisz być Rin, tak?
    -Dokładnie. A ty to kto? - powieka zaczęła mi chodzić.
    -Jestem Kaneko Yumiko i bardzo miło mi cię poznać! - chwyciła mnie za dłoń. - Jesteś jeszcze ładniejsza niż sądziłam! I ten makijaż, i te włosy! Jakiego szamponu używasz? To naturalny kolor?
    Zaczęła zasypywać mnie gradem pytań, a ja w mojej główce powoli łączyłam kropki. Jednak nie miały one połączenia! Poza jedną rzeczą - nazwiskiem, które znałam. To ta druga uczennica, z którą pomylili Yuu? Nie rozumiem! Szybko przeszukałam wzrokiem wnętrze pokoju i spostrzegłam mojego współlokatora leżącego bez siły na łóżku.
    -Ej, Yuu! Wstawaj! Wyjaśnij mi wszystko zaraz! - krzyknęłam ostro, ale nie miałam u niego posłuchu.
    -Yumiko ci wszystko wyjaśni. Daj mi spokój - ziewnął, nawet się minimalnie nie podnosząc.
    Czułam złość. I to do tego stopnia, że oprócz powieki chodziła mi jeszcze noga, a zbyt uzdolniona tanecznie nie byłam, ale jak zacznę z nim tańczyć, to nie będzie wiedział co się dzieje!!!
    -Spokojnie, Rincia! - dziewczyna chwyciła mnie za ramię i wprowadziła w głąb pokoju. - Widzę, że jesteś troszkę zagubiona. Jestem siostrą naszego małego Yuu i postanowiłam sprawdzić jak mieszka, szczególnie gdy usłyszałam o tej sytuacji z pokojem! A twój kolega? Przedstawisz się? Chętnie cię poznam!
    -Eiji, kolega Rin - odparł.
    Siostra? Serio? Te dwa osobniki były rodzeństwem? Ten mały, dumny minimalista i ta roztrzepana, nakręcona wariatka? Coś mi tu nie pasowało. Może sobie ze mnie żartują? A może to Mio mnie znowu wkręca? Cholera, nie wiem!
    -Wiesz, mój braciszek nigdy nie miał dziewczyny, a jego koleżanki zawsze go zlewały, więc mieszkanie z taką ładną dziewczyną wiele mu da! Jest nieśmiały, ale co z tego! Może się z nim umówisz? - patrzyła mi prosto w oczy.
    Moment. Gubiłam się. Ja i on? Nasza dwójka? Nigdy. Jego siostra? Zwariowała? Może jest adoptowany? No już nie wiem! Jedyne podobieństwo jakie między nimi widzę to blond włosy i ten sam brak cech szczególnych!
    -O czym ty mówisz? - wtrącił się lekko zarumieniony Eiji. - Yumiko, przystopuj na chwilę.
    -Co? Jesteś zajęta? - kontynuowała z żywym żalem w głosie. - Jesteście razem? Co za szkoda.
    -Nie jesteśmy razem - wyprowadziłam ją z błędu. - A teraz proszę dać mi chwilę ciszy, żebym zaraz nie wybuchła. Proszę...
    -Rin, siadaj - Eiji westchnął i wskazał mi stołek. - Yumiko, nie chce być niegrzeczny i cię pouczać, ale to niestosowne szperać w czyichś rzeczach. Szczególnie jej rzeczach - wskazał na mnie skinieniem.
    -No przepraszam! Ale już jestem taka niepoukładana, no co ja poradzę - wystawiła język. - Ale widzę, że ty to taki rockmen trochę.
    -Po czym poznałaś? Po gitarze? - mruknął Yuu, dalej nie wstając.
    -Gdzie tam! Widzisz ten styl? W gimnazjum też tak chodziłam przecież - zaśmiała się głośno.
    -Jesteś w sekcji muzycznej? - spytał lekko zdziwiony.
    -Tak, trzecia klasa. Gram na gitarze i perkusji, a teraz jestem wokalistką zespołu Soul Flow, który założyliśmy z kumplami z klasy.
    -Czekaj - złapał się za podbródek myśląc - czy przypadkiem wczoraj po lekcjach nie graliście na schodach szkolnych?
    -Byłeś tam? - chwyciła go za ramię i wyciągnęła rękę przed siebie. - Dobrze nam poszło, ludzie nas poznali przez te trzy lata! A wczoraj przyszła chyba połowa pierwszoklasistów!
    -Faktycznie pamiętam ich sporo, a twój głos... to naprawdę talent - odsunął się lekko od niej. - Tylko się upewnię. Jesteś już czyimś mentorem?
    -Zwariowałeś? Nie mam na to czasu, chociaż gdyby mi się trafił jakiś zdolny uczeń, to czemu nie!
    -Eiji! - huknęłam. - Najpierw mówisz mi, żebym się nie spieszyła z wyborem mentora, a teraz sam robisz to samo? - wyrzut w moim głosie był bardzo mocno słyszalny.
    -Tylko pytam w razie czego - odparł spokojnie, jak to miał w zwyczaju. - Nie rzucam się na nią. Poza tym widziałem jej umiejętności i jeżeli tak dobrze gra jak śpiewa... - spojrzał na nią - to jest bardzo uzdolniona. Ty za to nie wiesz praktycznie nic o Izumim.
    -Izumi? -Yumiko popatrzyła po nas.
    -Znasz go? - spytałam.
    -No pewnie! To mój ziomek - uśmiechnęła się szeroko. - Jest bardzo uporządkowany, choć momentami zakręcony. Staram się z niego wykrzesać jakąś iskierkę do zabawy, ale trzyma się swojego stylu. Chociaż dzięki temu tyle osiągnął, naprawdę pięknie rysuje. Myślałam, że to Yuu będzie chciał go mieć za mentora, ale zanim on się zbierze to ty możesz go jak najbardziej poprosić. Powinien się zgodzić.
    -Świetnie! - oczy mi zabłyszczały z podekscytowania.
    -Rin, dobrze się zastanów nad tym wyborem. - Yuu w końcu się podniósł i usiadł. - Wątpię, żeby techniki Izumi'ego przypadły ci do gustu.
    -E tam! - machnęłam ręką, nie słuchając go, mając cały czas przed oczami obraz mojej nauki. - Techniki każdy ma inne, grunt, żeby były świetne.
    -Ech - westchnął. - Nie przemówię ci teraz do rozumu. Yumiko, chodźmy po te rzeczy, które przysłali ci rodzice.
    -Co ci tak spieszno? Huh?! - burknęła jego siostra.
    -Wolę, żebyś tu nie przebywała zbyt długo, tyle w temacie! - warknął.
    -Rozumiem - zamruczała i spojrzała na mnie. - Chcesz zostać sam na sam z Rincią? No nie wstydź sięęęęę!
    -Nara - Yuu w tym właśnie momencie chwycił Yumiko prawie, że pod pachę i wychodził z nią z pokoju, jakby była kawałkiem drewna czy słupem, bo jej mina też wskazywała, że trochę nie wie co się dzieje.
  • (ciąg dalszy rozdziału trzeciego)
    -Udana rodzinka - stwierdził Eiji.
    -Porąbane - chwyciłam się za głowę i potrząsnęłam nią kilka razy. - Dobra, na razie nie ma co się nimi przejmować. Miałeś mi zagrać tę nową piosenkę - uśmiechnęłam się lekko, w końcu od jakiś kilkunastu minut. - Co to będzie? Kolejny rockowy kawałek? Czy znowu cię naszło na bluesa? - zaśmiałam się.
    -Tym razem to ballada - uniósł kącik ust. Usiadł na moim biurku, założył nogę na nogę i oparł gitarę na niej, spojrzał na gryf i nie spuszczając z niego wzroku mówił - pisana na specjalnie zamówienie.
    Uderzył w pierwszą strunę, subtelny dźwięk ukoił mój umysł. Eiji'ego poznałam w pierwszej klasie gimnazjum, kiedy musiałam zanieść jakieś papiery do sali klubu muzycznego i siedział w niej tylko on, w promieniach zachodzącego słońca tworząc przepiękną melodię, która do dzisiaj nie raz gra w mojej głowie. Jeszcze trzy lata temu nosił długie włosy. Wtedy jego obraz był cudowny, tak nieziemsko wyglądał - jak prawdziwa męska muza. Nigdy mu tego nie powiedziałam, ale namalowałam go później z pamięci, jeszcze pędzlami i farbami, ale ten rysunek został gdzieś wetknięty między moje książki w pokoju i nigdy nie ujrzał świata. Może i dobrze - to taki mój mały sekret. Wtedy w tej sali stałam jak wryta i słuchałam, dopóki nie skończył i nie zauważył mnie. Tak się zawstydził, że nie wiedział co powiedzieć. I tak się rozwijała ta nasza znajomość.
    Próbowałam się skupiać na kolejnych brzmieniach, lecz znowu Eiji chyba chciał stworzyć nowy obraz siebie, patrząc z taką gracją na struny, z taką lekkością wykonując kolejne ruchy dłoni, nie mówiąc o idealnym ułożeniu każdego kawałka ciała. Czemu ten facet nie został modelem? Jeśli uda mu się zaistnieć na scenie to będzie zdobywał serca fanów zarówno talentem jak i niezrównaną aparycją.
    Pojedyncze słowa piosenki wyłapywałam przez to z małym opóźnieniem co sprawiało, że nie do końca rozumiałam tekst, jednak mniej więcej wiedziałam o co chodzi. Śpiewał o samotności, o tym, że zawsze wszystko się psuje kiedy chcemy, żeby było dobrze, aż wreszcie o tym, iż pragniemy jedynie zwykłego prawa do szczęścia. Pisarz, model, muzyk - artysta pierwszego sortu. Mogłabym się tak wpatrywać w niego cały dzień. I było to wyraźne, kiedy skończył już grać i zaczerwieniony zorientował się, że tak intensywnie się na niego gapię.
  • Już trochę czasu minęło, ale w końcu poprawiłem kolejny rozdział :) Następne mam nadzieję, że dodam trochę szybciej :p Miłej lektury i jak zawsze nie pogardzę krytyką :p (tym razem taka forma, powinna być dobra :) )
  • Nareszcie udało mi się poprawić kolejny rozdział i przepraszam za taką zwłokę z nimi, ale miałem wiele innych rzeczy na głowie i tekstów. W każdym bądź razie życzę miłej lektury :)
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.